Maltańczyk czy rottweiler, czasem nie wiadomo.

10 miesięcy
pierwsza cieczka za nami.Większość dni już mata suchutka, ani wpadeczki, choć nigdy poza matą się nie zdarzyło, od samiuśkiego początku.
Przyjazna do ludzi, aż za bardzo, poszłaby z każdym i ułożyła sobie życie na nowo.
Każdy pies to przyjaciel, o ile jest skłonny się bawić.
Jedzenie może nie istnieć chyba, że inne pieseły są w pobliżu, smaczki też, noooo czasem suszone królicze uszy lub raciczki jagnięce…
Gości i opcych traktuje jak swoich..

Reya zaprasza do wysłuchania! 😀

11 odpowiedzi na “Maltańczyk czy rottweiler, czasem nie wiadomo.”

i gdzie ja tam jestem, przecie to cudeńko codzień czeszę, oczka przemywam z ropuch ów, karmię, kopię, yyyy kocham jak swoje 😀 😀 😀 😀 ale prawda taka, że to suka swojego pana, ja jestem tam od wychowania, nic więcej 😀

O matko, żyjecie! 🙂 To dobrze.
Ale to tak jest; jak ktoś jest od wychowania, to jest "ten zły" – z nim się nie bawimy, jego nie kochamy.
U nas też tak było z suką.

A jak radzicie sobie z wyprowadzaniem jej pod kontem technicznym (laska, smycz, ciągnięcie itp)? Macie jakąś z góry nauczoną trasę i po niej zawsze chodzicie? Ciekawi mnie to, bo może będę musiała się czasem mierzyć.

Ja jak byłem z wizytą to sobie poradziłem tak, że sobie nie poradziłem, to znaczy się pozwoliłem wycholować tam, gdzie Ona chciała. A akurat nie bardzo wiedziałem gdzie konkretnie i był wieczór i brak ludzi. Ale zabawne to było, przy okazji odkryłem, że sporo miejsc jest na postawienie ewentualnych krzeseł turystycznych. I Ona akurat nauczona jest, albo mi się tak tylko wydaje, żeby jednak się nie owijać smyczą wokół człowieka, laski, chociaż słupków albo krzaków to już nie obejmuje.

Powiem ci tak. Po wyuczonych trasach, z właścicielami idzie pięknie, przy nodze, na nowych dostaje tzw pierdolca, bo za dużo wiadomości sms jest do odczytania. Ja mam do dzisiaj problem z wyczuciem kiedy idzie siku, a kiedy kupa, xdd, jedyne co mi daje wskazówkę, to zakopywanie na trawie, ale nie zawsze załatwiając się Reya zakopuje. Z owijaniem się wokół ludzi, zdarza się, bo ona jak pisałam jest mega przyjazna, jeśli widzi kogoś przechodzącego blisko, lub po drugiej stronie, nie pójdzie dalej, póki ten ktoś nie przyjdzie się z nią przywitać, w przeciwnym razie zostaje obwarczony i obszczekany, ale jak jednak właśnie przyjdzie, to potrafi się owinąć wokół tego człowieka, bądź wokół smyczy jego psa, jeśli ma przy sobie takowego, każdy pies to dla niej również przyjaciel. Nas nie wyprowadza gdzie jej się podoba, z nami ma rutynę wychodzenia godzinowego, trasowego. Siku i kupa to inne trasy, dłuższe spacery to inne trasy, ale tam kupa i siku też się zdarzy, żeby nie było. Tak tak, owijanie się wokół słupków i krzaków to jest faktycznie u niej problem, ale powoli uczy się, jak wrócić, żeby nie zasupłać się gorzej. Julitko, jeśli będziesz miała jakiegoś psa przewodnika, to raczej z tym nie powinnaś mieć problemu, no chyba, że nabędziesz małego pyrtka, tak jak my, w dodatku od szczeniaczka.

Najgorsze jest u niej to, że nie potrafi podróżować. Ostatnia jej podróż dłuższa, 1,5 h. odbyła się, gdy miała 8 miesięcy i wymiotowała, mimo podania leku uspokajającego, który trochę jej to zelżył. Natomiast teraz jesteśmy na opczyźnie, na pomorzu, z Reyą jest sąsiadka, tęskno nam do niej, ale cóż, gdy sprawy są do załatwienia, a 6 godzin podróży to nie wiem jakby przetrwała. Ma jeszcze problem, najprawdopodobniej szczenięcy, ostatnio w połowie naszego bloku, co prawda ponoć od grudnia leżące truchło wrony, czy innego ptaszora próbowała jeść, oraz wielkie kupsko usadzone bodaj, przez nie wiadomo co, ale zostało to zauważone przez sąsiadkę, która podążała za nami akurat, a ja byłam pewna, że mała szuka miejsca, no dobra, dość długo, na siku czy coś tam xd

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *